Byłem oszołomiony. Nie wiedziałem co powiedzieć. Ona była taka piękna.... Zemdlałem!
Obudziłem się w tym samym miejscu: na trawie, w lesie. Pierwsze co mi
się przypomniało to Hekate. Pobiegłem poszukać sobie groty. Kiedy już
znalazłem odpowiednią i niedaleko mojego najlepszego przyjaciela
zasnąłem tam.
Rano poszedłem na polowanie. Zakradłem się na jelenia i...skoczyłem był za silny: strącił mnie i odbiegł.
"No cóż, nieudane łowy też muszą być." - pomyślałem podnosząc się i
patrząc za odbiegającym jeleniem. Postanowiłem poszukać jakiejś
mniejszej i łatwiej zdobyczy. Wreszcie znalazłem norę lisów.
Postanowiłem zapolować moją własną i sprawdzoną taktyką. Usiadłem nad
wylotem i czekałem znieruchomiały. Po jakimś czasie z nory wyszła
liścia. Rozejrzałam się na lewo, na prawo, prosto...ALE NIE DO GÓRY!
Wtedy skoczyłem na nią i schrupałem na miejscu. Potem rozkopałem jeszcze
norę i zagryzłam młode. Kiedy się obruciłem zobaczyłem stojącą tam
Hekate. W zawstydzonym uśmiechu obnażyłem swoje poplamione krwią kły.
<Hekate? >